- Słuchaj Sara, wyjdę na chwilę przed dom. –
przerwałam siostrze oglądanie bajki. - Zaraz jestem z powrotem. OK?
- Ale pada deszcz. – dopiero teraz to zauważyłam. –
Nie przeziębisz się?
- Nic mi nie będzie. – uśmiechnęłam się i założyłam
buty.
Otworzyłam drzwi domu, była ulewa. Ryan stał na
końcu chodniczka prowadzącego do mojego domu. Był ubrany w czarny płaszcz do
kostek, w których zazwyczaj polowaliśmy, spływała po nim woda. Na głowę miał
zarzucony kaptur, spod którego wystawał kosmyk brązowych włosów. Podeszłam do
niego i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Ile chciałeś mnie jeszcze okłamywać dwudziestojednolatku?!–
zapytałam z wyrzutem.
- Victoria, to nie tak jak myślisz.
- „Victoria, to nie tak jak myślisz”! A jak?!
Zresztą nie chce mi się z tobą gadać, chciałam Ci tylko powiedzieć, że
myślałam, że jesteś naprawdę spoko. Ale nie jesteś! Byłam w ogromnym błędzie!
Ja jakoś zawsze mówiłam Ci prawdę, a ty co?! Zawiodłeś mnie, myślałam, że
jesteśmy przyjaciółmi! Jak zwykle musiałeś zawalić sprawę! Jak Cię widzę to mi
się niedobrze robi! A i jeśli jeszcze raz – spuściłam z tonu i podeszłam bliżej
niego – pojawisz się tutaj, to złamię Ci kark. Zapamiętaj to sobie.
- Dasz mi dojść do głosu?!
- Tak szczerze to mam w dupie, to co masz mi do
powiedzenia!
- Victoria! – krzyknął na mnie i znów, tak jak on
miał to w zwyczaju chwycił mnie za nadgarstki. – Uspokój się, porozmawiajmy na
spokojnie.
I w tej chwili nerwy mi puściły. Wyrwałam mu się z
objęć i uderzyłam go pięścią w twarz, w oko. Właśnie w tym momencie byłam
najbardziej nienawidzącą go osobą pod słońcem. Nigdy w życiu do nikogo takiej
nienawiści nie czułam. Odwróciłam się i poszłam do domu zostawiając go z
podbitym okiem na ulewie.
-Wszystko w porządku? Słyszałam jak się z kimś
kłócisz. – powiedziała Sara z fotela.
- Tak, dzięki. – ściągnęłam buty.
- Kto to był? – dopytywała się.
- Nikt taki. – powiedziałam. – Masz ochotę na
chipsy? – krzyknęłam z kuchni.
- Ale mama nie pozwala. – Sara weszła do kuchni i
oparła się o krzesło.
- A widzisz gdzieś tu mamę? Zresztą raz kiedyś
można. Mama nie będzie zła, że zjadłyśmy jedną paczkę przy telewizorze.
Rozsiadłyśmy się na kanapie i rozkoszowałyśmy się
smakiem chipsów. Ryan dzwonił na mój telefon więc go wyłączyłam. Musiałam coś
wykombinować, aby wyjść z domu i pogadać z Mary. Ale nie mogłam zostawić Sary
samą w domu, bez opieki. Przypomniałam sobie jak Ellie mówiła, że jakby co to
mogą na nią liczyć. Ale nie chciałam jej wykorzystywać, chociaż innego wyjścia
nie miałam – musiałam pogadać z Mary, a dzisiaj była super okazja. Włączyłam
telefon i znalazłam w kontaktach numer do Ell. Poszłam do toalety.
- Tak? – Ellie odebrała.
- Hej, Ell. Jesteś zajęta? – zapytałam siadając na
pralce.
- Niezbyt.
- Bo ja mam sprawę… chciałam się spotkać z Ryanem –
skłamałam – ale wiesz, muszę zająć się małą. Czy znalazłabyś tak z dwie
godzinki, żeby ją przypilnować? Oczywiście, jak będzie spać. – Ellie mogła
przyjść tylko jeśli Sara spała. W innym przypadku wypytywałaby mnie dokąd idę i
mogłaby przez przypadek wkopać mnie mamie i miałabym przechlapane.
- Jasne, nie
ma sprawy. – kamień spadł mi z serca. Byłam
uratowana. – To za ile jesteśmy
umówione? – zaśmiała się,
- Na chwilę obecną nie wiem. Zadzwonię jak Sara
zaśnie, OK.?
- OK. Nie ma sprawy.
Na razie – pożegnała się.
- Na razie. – rozłączyłam się. Wróciłam do salonu.
Usiadłam obok Sary.
- Jestem zmęczona. – oznajmiła po chwili. Na tą
chwilę czekałam.
- Chodź. Umyjemy zęby i poczytam Ci bajkę w łóżku.
Chwilę później byłyśmy w jej sypialni.
- Dawno, dawno temu – zaczęłam siadając na rogu
łóżka. – za górami, za lasami żyła w zamku…
- Victoria… - przerwała mi Sara.
- Tak? – spojrzałam na nią.
- Opowiedz mi bajkę. Nie czytaj. – rozkazała.
- Niech będzie. – zamknęłam książkę. – Więc nie tak
dawno i nie tak daleko żyła sobie młoda dziewczyna. Miała na imię… miała na
imię…
- Ross! – podsunęła.
- …tak – kontynuowałam - … miała na imię Ross. Miała
piękne, długie, lśniące blond włosy, urocze złote oczy i twarz koloru mleka.
Pewnego dnia… - opowiadanie bajek nie było moją dobrą stroną. Ale nie miałam
wyboru. - … wybrała się do lasu… i… spotkała krasnale. Krasnale rozpoznały jej
naszyjnik, który miała zawieszony na szyi, mama Ross dała jej go, gdy miała
pięć lat. Krasnoludki powiedziały jej, że ma on magiczną moc, i że nie przez
przypadek ona go posiada. Okazało się, że Ross jest księżniczką lasu i
podarowały jej suknię utkaną z gwiazd, liści, kwiatów, mchu, mgły, chmur i piór
ptaków. – spojrzałam na Sarę. Pogrążona była w głębokim śnie. Byłam ciekawa od
ilu mnie nie słuchała. Pewnie bajka była tak żałosna, że nawet nie chciało się
jej słuchać. Wstałam, przykryłam kocem siostrę, pocałowałam ją w czoło,
zgasiłam lampkę, wyszłam i cicho zamknęłam drzwi. Zeszłam na dół do salonu. na
stole leżał mój telefon. Zadzwoniłam do Ellie i powiedziałam jej, że może już przyjść.
Wyciągnęłam z szafki dużą paczkę cukierków i
wsypałam je do miski. Położyłam ją na stole w salonie. Wyciągnęłam litrową colę
i położyłam ją obok miski z cukierkami, poszłam do garderoby po koc, poduszkę i
ładnie ułożyłam na sofie, wzięłam kartkę i napisałam na niej hasło do wi-fi
oraz położyłam mojego laptopa z ładowarką na szafce. Poszłam na górę. Wzięłam
szybki prysznic ubrałam się i zbiegłam na dół. Ktoś zapukał do drzwi.
Otworzyłam je.
- Hej! – w progu stała Ellie z torbą zawieszoną na
ramieniu.
- Cześć! – przywitałam ją i machnęłam ręką, żeby
weszła do środka. – Dzięki, że zgodziłaś się przyjść.
- Nie ma sprawy.
- Jak chcesz to możesz się kimnąć. – zaprowadziłam
ją do salonu. - Na szafce jest mój laptop i hasło do wi-fi, masz tu mały poczęstunek,
jakbyś zgłodniała to w lodówce coś na pewno znajdziesz, włącz sobie telewizor,
czy coś. Zresztą rób co chcesz, jakbyś chciała do toalety to wiesz gdzie jest.
A jakby Sara się obudziła to powiedz, że… poszłam pomóc naszej starszej
sąsiadce.
- OK., OK. Nie musisz mi tyle tłumaczyć. Dam sobie
radę. I tak chyba nie będę spać. – wyciągnęła z torby książkę od angielskiego i
pomachała nią. – Ale dzięki. Miło z twojej strony. W domu i tak bym się uczyła,
a tak mogę się uczyć i do tego komuś pomóc. – uśmiechnęła się.
- Wiesz co, ja już muszę lecieć, jakby co to dzwoń.
– poszłam na korytarz.
- Udanej zabawy. - powiedziała.
- Dzięki. – powiedziałam i wybiegłam z domu.
Musiałam się pośpieszyć. Gdy biegłam zaczęłam być coraz bardziej zła. Teraz już
nie chciałam gadać z Mary. Najchętniej bym jej coś zrobiła.
Otworzyłam z takim wielkim rozmachem drzwi, że aż
uderzyły o ścianę. W naszej siedzibie było tylko kilkoro łowców. Dostrzegłam w
kącie Ryana, nadal miał podpite oko od mojego prawego sierpowego. Stał oparty o
ścianę gadając z jakimś kolesiem. Drzwi tak mocno trzasnęły, że wszyscy
przerwali wszystko co robili i spojrzeli się na mnie.
- Gdzie jest Mary?! – zapytałam stojąc w drzwiach z
taką złością jakbym zaraz miała eksplodować.
- Jest… na polowaniu… - powiedział jeden z łowców
jak gdybym miała go zabić, gdyby nie odpowiedział. Ryan wpatrywał się na mnie z
przerażeniem. Zatrzasnęłam drzwi tak samo mocno, jak je otworzyłam. Mary była w
lesie z Nickiem. Wbiegłam do lasu i pędziłam ile sił w nogach. W końcu znalazłam
Mary. Widziałam ją przez krzaki, ona mnie chyba nie. Biegłyśmy w równej linii.
Zaczęłam biec łukiem by natrzeć na nią z prawej strony. W jednej chwili
znalazłam się obok niej i zanim się zorientowała uderzyłam nią o drzewo
trzymając ją za ramiona.
- Ty suko! – wrzasnęłam na nią przygniatając ją
coraz mocniej do drzewa. – Co ja Ci do cholery zrobiłam?! Wiesz co przez Ciebie
mam w szkole?! Masz to odkręcić, bo jak nie to Cię skrzywdzę! – zagroziłam jej.
Mary wpatrywała się we mnie przerażonym wzrokiem. Przyciągnęłam ją do siebie i
pchnęłam do tyłu na drzewo tak, że liście posypały się z góry, a ona sama
wylądowała na ziemi. Dotknęła swojej głowy z tyłu i spojrzała na swoją rękę –
była cała we krwi.
- Co ty zrobiłaś? – zapytała spoglądając na mnie z
jeszcze większym przerażeniem.
- Ja się pytam: Co TY zrobiłaś?! – wrzasnęłam na
nią. Ponownie chwyciłam ją za ramiona i podciągnęłam do góry, tak że nie
dotykała ziemi.
- Zostaw ją! – podbiegł do nas Nick. – No zostaw ją!
– próbował rozluźnić moje palce. Wypuściłam ją, spadła na ziemię. Nick uklęknął
przy niej. – Co ty jej zrobiłaś?! – odwrócił się twarzą w moją stronę
pokazując, że ma zakrwawioną rękę. Uniósł jej głowę, ona pisnęła z bólu.
Podłożył pod jej głowę bluzę, którą miała zawiązaną wokół pasa. Nadal byłam na
nią wściekła. Najchętniej rozwaliłabym jej ten głupi, pusty łeb. Z naszej lewej
strony biegli do nas wszyscy, którzy byli w siedzibie.
- Torii! –
krzyknął Ryan i podbiegł do mnie.
- Jeszcze masz mało?! Podbite oko nie wystarcza? –
zapytałam go się z pogardą. – Zostaw mnie, kretynie. – podeszłam do Mary i
kopnęłam ją mimo to, że już leżała, w nogę, a ona zawyła z bólu. - Dobrze Ci
tak dziwko! – krzyknęłam na nią.
- VICTORIA!!! Wystarczy do cholery! Uspokój się! –
krzyknął Nick wstając z ziemi. Chwycił mnie wokół ramion tak, że nie mogłam
ruszać rękami i zaczął mnie odciągać od wszystkich zebranych. – Idziemy do
Twojego domu! Co ci do cholery odbiło? – zapytał.
- Zasłużyła sobie ta mała wredna… - powiedziałam
przez zęby.
- Wystarczy! – przerwał mi Nick.
Szliśmy wolno. Godzinę później byliśmy u mnie w
domu. Weszłam z nim do środka. Ellie siedziała na kanapie czytając książkę przy
włączonym telewizorze.
- Torii! Myślałam, że będziesz dłużej. To jest Ryan?
– spojrzała na niego.
- Nie. Nick, to jest Ellie, Ellie to jest Nick –
przedstawiłam ich. Podali sobie ręce.
- To ja już chyba będę spadać. – oznajmiła Ellie.
- Nie, nie musisz. – powiedziałam.
- Nie chcę wam przeszkadzać. – chwyciła torbę i
wrzuciła do niej książkę i telefon. Poszła na korytarz ubrać buty. – Do
zobaczenia w szkole.
- Myślisz, że wypuszczę Cię samą w środku nocy?
Odprowadzimy Cię z Nickiem. – oznajmiłam.
- Ja sam ją odprowadzę. A ty… wypił herbatę… na
uspokojenie. – powiedział puszczając mi oczko.
- Na uspokojenie?! Torii? Chyba na pobudzenie. Ty
już jesteś taka spokojna, że chyba jakbyś miała pić herbaty na uspokojenie to
byś umarła. – spojrzała na mnie, a Nick uśmiechnął się pod nosem.
Nick wyszedł razem z Ellie, a ja tak jak powiedział
Nick, zrobiłam sobie herbatę. Usiadłam na kanapie i pochyliłam się nad kubkiem.
Zastanawiałam się dlaczego tak ostro zareagowałam. Nie powinnam jej bić, mogły
mnie spotkać wielkie konsekwencje. Nick przyszedł i usiadł obok mnie.
- No, to musimy poważnie porozmawiać. – westchnął po
chwili.
- Nie wiem, dlaczego ją pobiłam. Wiem, głupie, ale
ja naprawdę nie wiem.
- Zgodzę się. Głupio zrobiłaś. Znamy się od kilku
godzin, – zaśmiał się. – nie powiedziałbym, że jesteś w stanie kogoś pobić.
Gdybym wiedział co się wydarzy, nie mówiłbym, że mam z nią łowy.
- I tak kiedyś bym ją dorwała. – stwierdziłam. –
Masz jakąś propozycję co powinnam teraz zrobić?
- Przede wszystkim przeprosić ją i na SPOKOJNIE
porozmawiać.
- Myślisz, że teraz pozwolą mi się do niej w ogóle
zbliżyć? Ja w to trochę wątpię.
- Zobaczymy. Teraz idź spać, jutro szkoła, a ty
musisz odpocząć.
- Od czego, Od tego, że ją pobiłam?! – spojrzałam na
niego.
- Jutro Mary ma łowy, nie wiem z kim, ale ma.
- Moim zdaniem to zły pomysł. Lepiej się z nią
spotkaj. Przyprowadzę ją jutro pod twoją szkołę, będę z nią w razie „W”. Tylko
powiedz mi, o której kończysz zajęcia.
- Nie wiem, o której. Daj mi swój numer, to napiszę
Ci smsa pod koniec ostatniej lekcji. – wymieniliśmy się numerami.
- To ja już będę spadał. – wstał z kanapy.
- Zostań, nie chcę być sama. – Nick usiadł z
powrotem.
Rzekomo wszystko z mojej listy spraw do załatwienia
było załatwione. Ale prawie nic tak jak chciałam. Zrobiłam się senna. Powieki
ciężko opadły, a ja pogrążyłam się w głębokim śnie.
***
- Victoria… powinnaś wstać do szkoły… - ktoś chwycił
mnie za ramię. Otworzyłam oczy, Nick siedział na łóżku z ręką na moim ramieniu.
Zerwałam się, tak, że już nie leżałam ale siedziałam. Zdziwiła mnie jedna rzecz
– zasnęłam na dole, a byłam u siebie w pokoju. – Spokojnie… Twoja mama jest na
dole.
- Widziała Cię?! – przestraszyłam się i zeszłam z
łóżka.
- Nie, spokojnie. Wszystko jest OK. – uspokajał
mnie. – To ja już pójdę. – otworzył okno – Do zobaczenia po szkole. –
uśmiechnął się.
- Pa. – powiedziałam, a kiedy wyskoczył ciężko
opadłam na poduszkę.
***
Siedziałam znużona na angielskim, kiedy na mojej
ławce wylądowała pognieciona karteczka. Rozwinęłam ją, a na niej koślawym
pismem było napisane „Powiesz mi o co chodzi?” rozejrzałam się po klasie. Ellie
się we mnie wpatrywała, co oznaczało, że karteczka była od niej. Wzięłam
długopis, wyrwałam kartkę z zeszytu i napisałam na niej „Ale z czym?”. Gdy
nauczyciel odwrócił się, by napisać coś na tablicy, rzuciłam jej karteczkę.
Chwilę później dostałam odpowiedź „Już nie udawaj. Widzę, że coś jest nie tak.
Herbata na uspokojenie? A tak w ogóle to skąd wziął się ten cały Nick? Wydawał
się być spoko. Torii, ja wiem, że coś Cię gryzie i to strasznie.” odpisałam:
„To nie jest rozmowa ”na kartkę”. Zresztą wątpię, czy możesz pomóc. Ale dzięki
za chęci.” „Jak nie mogę pomóc, to może chociaż pogadamy? Po tej lekcji?” „Po
tej lekcji się zmywamy, Nick po mnie przychodzi. Przyjdź do mnie dzisiaj
wieczorem, OK.?”, Ell odpisała, że dziś nie może bo wyjeżdża na trzy dni i
będzie mogła dopiero w piątek, odpisałam, że może być. Wyciągnęłam telefon z
torby i trzymałam go pod ławką. Napisałam smsa do Nicka „Za 20 minut kończy się
moja ostatnia lekcja”, odpisał „OK”.
Wyszłam przed szkołę niepewnym krokiem. Nick i Mary
siedzieli na murku. Wszyscy na nich patrzyli, chyba przez to, że naprawdę oboje
byli ładni. Nick miał sylwetkę sportowca, piękne złote oczy i brązowe włosy.
Mary miała delikatną sylwetkę, czerwone włosy do łokci przykryte kapturem i
szare oczy. Podeszłam do nich z pochyloną głową.
- Hej Nick. – przywitałam się, Nick odpowiedział tym
samym. – Mary… przepraszam. Nie wiem co mnie naszło… i w sumie nie wiem nawet
co mam powiedzieć…
- Byłam u dyrektora. Odwołałam wszystko co
powiedziałam. Zadowolona? – zapytała z pogardą.
- Mary, powiedz mi o co Ci chodzi. Po co to
wszystko? Co ja Ci takiego zrobiłam? I jeszcze do tego pytasz się z wyrzutem,
czy jestem zadowolona. Wiem, przegięłam wczoraj i głupio się z tym czuję, ale
gdybyś tego nie nagadała, to bym tak nie postąpiła. – Mary wstała z murka.
- Ty nic nie rozumiesz. – westchnęła.
- No i
próbuję zrozumieć, ale jak można rozgryźć coś takiego? Ja Ci nic nie robię,
mogłaś przyjść i pogadać jak masz coś do mnie, a nie takie rzeczy robić. Wiesz
co ja bym miała w szkole jakbyś tego nie odplątała? Wytłumacz mi wszystko, od
początku do końca.
- Wolałabym bez obecności osób postronnych. –
spojrzała na Nicka.
- Nick, możesz na chwilę odejść. Nie pobiję jej przy
świadkach. – chłopak odszedł na chwilę i jak udało mi się dojrzeć podeszły do
niego jakieś dziewczyny z równoległej klasy. – No, słucham.
- Nie będę owijać w bawełnę. Chodzi o Ryana. –
splotła ręce na piersi.
- Ryana?! Tego Ryana?! – byłam zszokowana, co on
miał z tym wspólnego?
- Tak, tego Ryana. Ryan od zawsze mi się podobał,
ale ty musiałaś zawsze wszystko popsuć! Ciągle łaził obok Ciebie, jak gadaliśmy
ciągle tylko ty, ty i ty…
- Mnie nic z nim nie łączy! – przerwałam jej. – To
chyba jego wina, że gadał ciągle o mnie, a nie moja. Co? Jestem jego strunami
głosowymi? Wchodzę w jego ciało i gadam o sobie? Miej pretensje do niego. Teraz
jesteśmy skłóceni, albo raczej ja jestem na niego obrażona. Idź i sobie z nim
bądź!
- Wiesz co? Głupia jesteś. On za tobą tak biegał,
zawsze był za tobą, a ty tak mówisz? Obrażasz się na niego, bo co?
- Bo mnie okłamał! Zresztą co Ci do tego? Idź i
zacznij z nim gadać, to i za tobą będzie. Też będzie Cię lubił tak jak mnie.
Czy tobie naprawdę się tak wydaje? Gdyby mnie lubił nie postąpiłby tak, jak
postąpił. Też myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi, ale byłam w ogromnym błędzie!
Mogę Ci coś obiecać. Nie zamienię z nim ani jednego słowa, jest cały twój.
Zadowolona?
- I to jeszcze jak. – Mary odwróciła się i odeszła
ulicą, a później puściła się biegiem i zniknęła mi z oczu. Spojrzałam na Nicka,
stało przy nim pięć dziewczyn. Podeszłam do niego i chwyciłam go za ramię.
- Sorry, ale musimy spadać. – powiedziałam do
grupki. – Nick, lecimy. – zwróciłam się do niego i się odwróciliśmy.
- Nick! Dasz mi swój numer?! – krzyknęła jedna
dziewczyna ze zbiorowiska.
- Sześć, sześć, sześć. – krzyknęłam do niej, a ona
spiorunowała mnie wzrokiem.
- Ha, ha, ha. To było dobre. – zaśmiał się. – sześć,
sześć, sześć. Mocne.
***
Tak, jak się spodziewałam, nie mogłam zasnąć kolejną
noc. Był czwartek. Nic nie zdarzyło się od rozmowy z Mary.